Zielonoświątkowa pobożność Światowych Dni Młodzieży 2016

 
  
Biblia mówi, że jednym ze znaków czasów końca będzie wielkie
odstępstwo od wiary (2Tes 2: 3). Stało się to dzisiaj bardzo powszechne w kościołach ewangelicznych w Polsce.
Apostoł Paweł przestrzega w tym fragmencie przed
łatwowiernym przyjmowaniem nauk.
Tacy ludzie, którzy propagują odstępcze nauki wprowadzają
zamieszanie w Kościołach, czego świadkiem byłem w ostatnich dniach. Wielu pastorów
oraz wierzących zafascynowanych było tym, że podczas wizyty papieża śpiewano
pieśni uwielbienia, takie jak w naszych Kościołach. Mówiono o Panu Jezusie, ale
co z tego, jak za tym nie idzie nic więcej. A co z bałwochwalstwem?  Tak naprawdę jest to rozmydlenie ewangelii.
Dlatego też my, jako chrześcijanie wierzący ewangelicznie powinniśmy być czujni i wytrwali w swoim oczekiwaniu przyjścia Pana Jezusa.
Zapraszam do przeczytania rozważania pastora Mariana
Biernackiego pod tytułem 
„Pentekostalizacja” pochodzi ze strony „Dzisiaj w świetle Biblii”.

Od dłuższego już czasu obserwuję zdumiewające zjawisko
wprowadzania w kościele katolickim elementów pobożności zielonoświątkowej.
Biorące się z nowego narodzenia i napełnienia Duchem Świętym przejawy życia
duchowego, takie jak np. radosne śpiewanie pieśni uwielbiających Boga,
glosolalia, prorokowanie czy uliczne akcje ewangelizacyjne stają się czymś
normalnym  w większości katolickich
diecezji. Wygląda to jak  duchowe
przebudzenie i tak zresztą przez wielu jest postrzegane…
Trzeba przyznać, że widok bywa niecodzienny. Na przykład,
zgromadzenie biskupów modlących się w obcych językach. Falujący tłum księży
ubranych w stroje liturgiczne, śpiewających pieśni wcześniej znane tylko
zielonoświątkowcom.  Radosna
ewangelizacja na promenadzie, prowadzona przez grupę wyraźnie oddanych sprawie
katolików, co było domeną wyłącznie środowisk ewangelicznych. Parafialna
modlitwa o chorych z wkładaniem rąk i prorokowaniem. Czyż takie sceny nie
przekonują nas, że Bóg działa i wśród katolików?  Co jednak powiedzieć na to, że wspomniani
księża każdego dnia przez adorację „Przenajświętszego Sakramentu” łamią przykazanie
Boże, aby nie oddawać boskiej czci niczemu, co jest materialne? Jaką wartość ma
ewangelizacja, która utwierdza ludzi w nauce niezgodnej z Biblią i zachęca do
niebiblijnych obrzędów? Czy jakikolwiek cud podczas modlitwy z wkładaniem
rąk  może oznaczać, że Bóg przymknął
oko  i zaakceptował sprzeczne z Biblią
dogmaty?
Jeżeli wytrwacie w słowie moim, prawdziwie uczniami moimi
będziecie i poznacie prawdę, a prawda was wyswobodzi [Jn 8,31-32] – powiedział
Jezus do wierzących Żydów. Obserwowana pentekostalizacja nie sięga istoty
sprawy, bo nie doprowadza do poznania prawdy. Jest więc nie tylko bezużyteczna,
ale wręcz szkodliwa, bowiem dostarcza wiernym fałszywego przekonania, że
znaleźli się na wyższym poziomie wiary. Myślą, że wszystko jest z nimi OK. Nie
muszą się nawracać, zmieniać przynależności kościelnej, narażać się na niechęć
i prześladowanie ze strony najbliższego otoczenia. W pełni zachowują swoje
dotychczasowe życie, a do tego zyskują opinię ludzi ponad przeciętnie
uduchowionych.
Zjawisko pentekostalizacji nie wzięło się z niczego. Fakt,
że miliony ludzi przechodzi w Ameryce Południowej z katolickich parafii do
zborów zielonoświątkowych zmusza do myślenia. Ludziom nie wystarcza udział w
niedzielnej mszy. Pragną prawdziwej i głębokiej społeczności z Bogiem. Jak
skanalizować te pragnienia wśród wiernych, tak aby chcieli pozostać katolikami?
Dać im to, czego im najwyraźniej brakuje. Niech we własnej parafii śpiewają i
modlą się jak zielonoświątkowcy. Poczują się wówczas charyzmatykami, a
jednocześnie staną się „niezbitym dowodem” na to, że Duch Święty
działa i w kościele katolickim. A co z niebiblijną doktryną? Pentekostalizacja
zawiera w sobie tak silną magię, że o dogmaty nie wypada już nawet pytać.
Przecież dzieją się cuda, działa Duch Święty i ludzie czują się tak wspaniale!
Czym więc pentekostalizacja jest w rzeczy samej? Nie dajmy
sobie zamydlić nią oczu? Istotą prawdziwego chrześcijaństwa nie jest to, żeby
pośpiewać i pomodlić się w Duchu, poczuć dreszczyk dobrych emocji i doznać
czegoś nadnaturalnego. Najważniejsze jest to, aby trwać w nauce apostolskiej,
bowiem to ona, a nie późniejsze sobory, wyznacza fundamenty Kościoła. Kto się
za daleko zapędza i nie trzyma się nauki Chrystusowej, nie ma Boga. Kto trwa w
niej, ten ma i Ojca, i Syna [2Jn 1,9]. Pierwsi chrześcijanie trwali w nauce
apostolskiej i we wspólnocie, w łamaniu chleba i modlitwach [Dz 2,42]. W
następnych wiekach powoli przeniesiono akcent z Pisma Świętego na Tradycję,
wprowadzając wygodne dla kleru przykazania kościelne, obyczaje i dogmaty.

W nawróceniu chodzi o odwrócenie się od bałwanów do Boga,
aby służyć Bogu żywemu i prawdziwemu [1Ts 1,9], a nie o połączenie jednego z
drugim.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.